„Tak napisano” #8 – Kultura opalania wczoraj i dziś

Lato w pełni – większość z nas wykorzystuje sprzyjającą pogodę, by złapać trochę promieni słońca, wygrzać kości i… zyskać złocisty odcień skóry. Jednakże, opalanie nie zawsze cieszyło się popularnością. Nim stroje kąpielowe zagościły na dobre w naszych szafach, wśród społeczeństwa musiała nastąpić rewolucja!

Pokolenie naszych babć urodziło się mniej więcej wtedy, gdy opalenizna stała się wyrazem nowoczesnego stylu życia, wyzwolenia klasowego i emancypacji. Legenda głosi, że rewolucję zapoczątkowała Coco Chanel. Gdy w 1923 roku zjawiła się na przyjęciu muśnięta słońcem, wywołała skandal w środowisku bladej od stuleci arystokracji. Wyczuwając zmieniające się nastroje społeczne, wylansowała nową modę. Kredowa biel stała się znakiem minionej epoki. Nowy ideał świetnie uchwyciła Leni Riefenstahl, fotografując piękno atletycznego i opalonego ciała, które emanowało witalnością, zdrowiem, życiem.

W pogoni za złotą skórą pruderyjne społeczeństwo zaczęło się rozbierać. Rynek szybko podchwycił trend. W 1935 roku  sprzedawano już olejek do opalania Ambre Solaire (dosłownie: „słoneczny bursztyn”), który miał chronić przed poparzeniami i zapewniać równomierny odcień skóry. Jedenaście lat później Louis Réard zaprojektował pierwsze bikini. Plaże wypełniły się półnagimi, spragnionymi kąpieli słonecznych, ciałami. Kultura plaży stała się afirmacją młodości. (…)

W latach 50. i 60. tak, jak zarejestrował to na swoich zdjęciach Romuald Broniarek, kultura opalania osiągnęła apogeum. Całe pokolenia wyjeżdżały na wakacje nad morze, żeby długimi tygodniami leniwie leżeć w słońcu, stopniowo nabierając złoto-brązowego blasku. Idylla trwała przez dekady. Spokój zmąciło dopiero odkrycie dziury ozonowej w latach 80. Doniesienia naukowców na temat fatalnego wpływu promieniowania UV na zdrowie spowodowały, że entuzjazm zaczął stygnąć. I choć nie można mówić o wybuchu paniki, opalanie już nigdy nie miało być tak niewinne. (…)

– Doszliśmy do bardzo ciekawego momentu, gdy w dobrym tonie jest być zarówno opalonym, jak i bladym – mówi Agnieszka Polkowska trendwatcher, założycielka studia Trendspot. (…)

Z jednej strony bladość jest szlachetna i stylowa. Dla Tildy Swinton, czy Lily McMenamy kredowobiała cera była i jest znakiem rozpoznawczym. Z drugiej, surferski look, brązowa skóra, rozjaśnione słońcem włosy i drobne piegi wciąż są postrzegane jako bardzo cool.
– Opalony człowiek to człowiek po wakacjach. Opalenizna jest więc postrzegana pozytywnie – mówi Piotr Szaradowski, specjalista od mody, wykładowca School of Form. – Ten stereotyp potwierdzają sformułowania o chorobliwej bladości. Blady znaczy chory – dodaje.

Chyba rzeczywiście trudno wrócić z udanego urlopu bez lekkiego brązu. Czy bez tego koronnego dowodu ktokolwiek uwierzy, że mieliśmy pogodę i przygodę? Chyba nie, ale zawsze można sobie pomóc, a nawet odwrócić sytuację, stosując bezpieczną opaleniznę bez wakacji. (…)

Jeśli Wasza skóra jeszcze nie zdradza, że w minione miesiące cieszyliście się słońcem – to już ostatni dzwonek, by wykorzystać ładną pogodę. Tym bardziej, że teraz stroje kąpielowe w Maison-Charme.pl są przecenione!

Chwytajcie okazje!

Źródło: https://www.vogue.pl/a/wyjdz-na-slonce-kultura-opalania-wczoraj-i-dzis

Back to site top